Rysy

Wujek Dobra Rada >>> Rysy

Szymon po co piszesz artykuł, jak wejść bezpiecznie na najwyższy szczyt w Polsce?

Ja to z szwagrem po 4 browary na łba wypiłem w drodze nad Morskie Oko i wlazłem. Da się.
Zresztą co ja będę gadał >> I can do that, hold my beer and watch this!

Właśnie dlatego piszę proszę Pana 😉

Zaczynając takim żarcikiem przejdźmy dalej. Podzielę się z wami podstawowymi sprawami. Jeśli wędrujesz po górach od jakiegoś czasu to obejrzyj zdjęcia, skocz na BRO etc. Raczej za wiele nie wyciągniesz z tego tekstu bo już to wiesz lecz jeśli nie to zapraszam do lektury.

Garść informacji:
Najwyższym szczytem w Polsce są Rysy 2499 m n.p.m. po stronie słowackiej 2503 m n.p.m.

Zaczynając z Palenicy Białczyńskiej średni czas bez odpoczynków w drodze na szczyt to 6h 30min.

Co zabrać idąc na Rysy?

1. doświadczenie
2. pokorę
3. kondycje
4. ekwipunek

1. Rozmawiałem z lokalnymi mieszkańcami Zakopanego którzy powiedzieli, że jakieś 2 lata temu zaczął się hype na czerwony szlak na Rysy. Wcześniej wchodziło znacznie mniej osób niż teraz.

W tym miejscu powiem tak. Jeżeli dopiero co przyjechałeś w góry, albo zaczynasz z nimi przygodę to nie ładuj się na ten szlak. Przejdź się na Sarnią Skałę (1377m), z niej pięknie widać Giewont (1894m). Wejdź na Kasprowy Wierch (1987m), warto też odwiedzić Tatry Zachodnie i tam czeka na ciebie Wołowiec (2064m). Jest wiele możliwości. Zdobądź doświadczenie i potem zacznij myśleć o Rysach.

2. Pokora, pięknie powiedziane. Nie sztuką jest wejść na szczyt. Sztuką jest wiedzieć kiedy zrezygnować tak aby bezpiecznie zejść.

3. Szlak na Rysy jest mozolny i dość męczący. Zalecam wcześniej powędrować po wyżej wymienionych trasach, może potrenować, rower spacery te bajery. Szlak na Rysy jest dobrze ubezpieczony ale nie jest to miejsce gdzie powinno się zaznajamiać z łańcuchami. Wejdź na Giewont – tam jest trochę łańcuszków można się z nimi zakolegować.

4. Ekwipunek ważna sprawa. Poniżej kilka zdjęć pokazujących co miałem przy sobie.

Można powiedzieć, że za dużo tego szpeju ale przezorny zawsze ubezpieczony 😉
Jeżeli nie przyda się tobie, może będziesz mógł pomóc komuś innemu.

W kilku zdaniach tak wyglądał nasz dzień:

Pobudka o 4:00 rano, szybka herbata, spakowanie niezbędnych rzeczy. Na 5:00 mieliśmy zamówioną taksówkę z Zakopanego do Palenicy Białczyńskiej. O tak wczesnej godzinie busy nie kursują. Jeśli nie masz własnego auta, to jedyna opcja aby się tam dostać o rozsądnej porze.

Jeżeli masz dobrą kondycje to na asfaltówce która prowadzi z Palenicy Białczyńskiej do Morskiego Oka można przyspieszyć marsz i zaoszczędzić trochę czasu. My tak zrobiliśmy dzięki temu na szczycie mogliśmy odpocząć godzinkę, zjeść ciepły posiłek ( który siedząc grzecznie w termosie im wyżej wchodziłem pod górę stawał się cięższy 😉 ) i podziwiać wspaniałe widoki.

Między Morskim Okiem a Czarnym Stawem Pod Rysami idzie się sprawnie po kamiennych stopniach. Do przodu powoli. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po przejściu z lewej strony Czarnego Stawu i spojrzeniu przed siebie. Szlak zaczyna piąć się ostro w górę. Zaraz przed Bulą Pod Rysami leży charakterystyczny głaz, w sam raz do zdjęć z hasztagiem #neverstopexploring, czy coś w podobie 🙂

Można zatrzymać się na łyk gorącej herbaty, podziwiać Morskie Oko i Czarny Staw.

Idziemy dalej, Bula Pod Rysami >> Rysy. Po jakiś 10-15 minutach zaczynają się łańcuszki. Zakładamy rękawiczki i działamy. Przed samym szczytem czeka nas jeszcze przejście przez przełączkę, odcinek ten jest silnie eksponowany i radzę się skupić. Patrząc w lewą stronę mamy 500 metrową przepaść. Jest to najtrudniejszy fragment na całym szlaku. Po jej przejściu zostaje nam jeszcze kilka kroków i jesteśmy na wierzchołku 2499m – kawałeczek dalej wierzchołek słowacki 2503m.

Zostaliśmy na szczycie godzinę, gorący posiłek, herbata, małe gadu gadu i czas bardzo szybko upłynął.

Nawiązując do początku tekstu, o co chodzi z tym żartem? A no o to iż jak schodziliśmy z Rysów w przeciwną stronę szedł pan który niesiony ułańską fantazją wesoło pokrzykiwał na całe gardło „kto się trzyma łańcuchów ten pedał”, radośnie pochwalił się, że wypił już 4 browary, a dodatkowe 4 ma w plecaku. Jego czerwona ogorzała twarz wskazywała, że 4 bronki to on zrobił na bank a może i więcej. Nawiązałem rozmowę z osobą która szła obok mnie mówiąc, że to raczej kiepski pomysł iść w góry po piwku. Na co dostałem odpowiedz, tu cytuję: „no raczej, ja tam pierdolnąłem ze 4 sety już”.

Szach mat.

Dalej nie kontynuowałem konwersacji.

Nie ukrywam, lubię osuszyć piwko, ale polecam zrobić to w schronisku po zejściu z gór. Gorącej herbaty „z prądem” też lepiej na szlaku nie popijać. Noga ci się powinie i wstyd będzie dzwonić po TOPR, zawracać gitarę chłopakom.

Tak też zrobiliśmy, po zejściu ze szlaku, zawitaliśmy do schroniska nad Morskim Okiem, po jednym zimnym, chwila odpoczynku i dalej w dół spacerkiem po asfalcie do Palenicy Białczyńskiej. Busem do Zakopanego i cześć.

Inną ciekawą rzeczą jaką zauważyłem tego dnia na szlaku to gościa który szedł z przytroczoną do plecaka maczetą. Tak tak, maczetą, nie jakąś tam finką, bagnetem do AK-47 czy innym ciężkim nożem. Maczeta, może planował wyciąć sobie skrót przez kosodrzewinę?

Całość wędrówki w te i nazad zajęła nam 13 godzin (36560 kroków), z czego godzinka na szczycie + piwko w schronisku.
Piękna sprawa.

Polecam
Szymon – Wujek Dobra Rada

Sprytne myki:

W zeszłym roku na początku września poszliśmy na Czerwone Wierchy. Zaczęliśmy z Kir idąc Doliną Kościeliską, potem czerwonym szlakiem do Chudej Turni dalej Ciemniak (2096m), Krzesanica (2122m), Małołączniak (2104m), Kondracka Kopa (2005m) i przed Suchym Wierchem Kondrackim (1893m) wybraliśmy już drogę zejścia w dół w stronę Kuźnic. Tak się złożyło, że tamtego roku wyjątkowo wcześnie spadł świeży śnieg. Moje dobrze zaimpregnowane buty (tak mi się wydawało, potraktowałem je 2x pełną puszką impregnatu w spreju) z napisem watherproof zaczęły przemakać już gdzieś tak za Chudą Turnią przy podejściu na Ciemniak. Doczłapałem się w kompletnie przemoczonych butach, mokrych skarpetkach i zziębniętych stopach do Kondrackiej Kopy. W takiej sytuacji morale spadają bardzo szybko. Niby ciepło ci w korpus, ale jak masz lodowate stopy, to nie jest komfortowe. Wtedy przypomniał mi się pewien patent. Potrzebujemy dwie cienkie reklamówki. Ściągasz mokre skarpetki, wyciągasz nogi tak aby wiatr je z grubsza osuszył, zakładasz na stopy reklamówki, potem mokre skarpety i wsadzasz wszystko do mokrych zimnych butów. Nie jest to za zdrowe dla stóp ale działa. Ciepło ciała zaczyna powodować to, że skarpetki się ogrzewają, suszą. Po kilku godzinach to samo dzieje się z butami.

Nauczony tym wydarzeniem, od teraz zawsze noszę w góry zapasowe skarpetki i cztery reklamówki (dwie na wszelki wypadek dla mnie i dwie jeśli komuś trzeba było by pomóc).

Tak jak wcześniej napisałem, nie jest to za zdrowe dla stóp, ale w awaryjnej sytuacji pomaga.

No i to tyle.

Dobrego dnia.
Hola! :-]#